|
GALERIA
Muzeum ulotności
Galeria na Marszałkowskiej, której klimat odtwarza nasza ekspozycja,
to niepowtarzalne muzeum ulotności sztuki, jakąjest moda. Przywiązanie
do tradycji i perfekcyjnego rzemiosła, niekoniecznie krawieckiego, symbolizują
tu pełne lekkości i wdzięku meble "pachnące antykami" Zmienność
i ulotność mody ilustrują wieszaki zapełnione przede wszystkim modelami
z naj nowszych kolekcji. Ale jeśli potraktujemy je z uwagą i sięgniemy
głębiej, to okaże się, że plisowane mini z lat 60. może dziś z powodzeniem
pełnić rolę propozycji awangardowej, podobnie jak płaszcz Anny Kareniny
z pierwszej kolekcji Grażyny Hase. Warto odwiedzać pracownie projektantów,
które świadczą o ulotności, ale także o sile i potędze mody.
Hanna Gajos

Miejsce szczególne
W Galerii G.G.H. projektowanie ubioru, stylistyka i to co zwiemy robieniem
mody, zderzyło się zatem z promocją ambitnej sztuki. W takim współdziałaniu
zapewne odnalazła swoje powołanie, nobilitując symboliczny, paryski boutique
z Faubourg Saint Honore. Wystarczy zapoznać się z listą artystów, których
prace wystawiała, listę artystówdebiutantów, którym umożliwiła start,
listę twórców w kraju i zagranicą, którzy w różny sposób związani byli
z G.G.H.
Spotykały się w Galerii sławy i obiecujący młodzi: Jan Dobkowski, Get
Stankiewicz, Franciszek Starowieyski, Jan Tarasin, Kiejstut Bereźnicki,
Andrzej Klimowski, Jacek Kowalski-Jerke i bardzo wówczas młodzi, Jacek
i Marzena Kawalerowiczowie oraz gościnnie z Paryźa Francois Gillot.
Drzwi Galerii były szczególnie szeroko otwarte przed zapoznanymi talentami
ludowymi, które odkrywał niestrudzony badacz profesor Aleksander Jackowski.
To były spotkania z uchodzącym naiwnym widzeniem świata (Leokadia Płon
kowa, Adam Słowiński, Jarosław Miklasiewicz, Krzysztof Jackowski, Krzysztof
Okoń i in.)
Gdy przebiegam myślami ów czas marnowanych nadziei, walki z wiatrakami,
borykania się z trudami codzienności, a mimo to zapisanego w historii
najnowszej jako czasu, dla wielu heroicznego, widzę miejsce stworzone
przez G.G.H.- dziś odbudowującej swój warsztat -jak znak czasu. Powrót
do źródeł.
Szymon Bojko, krytyk sztuki
|